Archiwum miesiąca: sierpień 2011

Między wierszami samobójstwa

Samobójcza śmierć Andrzeja Leppera zadziwiająco trafnie wpisuje się w opis losów jego literackiego pierwowzoru, Nikodema Dyzmy. Skompromitowany polityk, uwikłany zapewne w szereg nie do końca jasnych intryg, nie wytrzymał ciężaru, jakim nigdy nie powinien był zostać obarczony. Władzę do rąk, niczym zegarek małpie, dali mu wyborcy – zakończyło się najpierw bankructwem politycznym, teraz – totalnym unicestwieniem. W całym tym wydarzeniu martwi jedna rzecz – przykryta płaszczykiem szoku i względnej żałoby. Śmierć Leppera przekreśla – i tak nikłe – szanse na wyjaśnienie związanych z nim afer mających miejsce w „ciemnych wiekach” rządów PiS.

Trzeba w ogólności powiedzieć, że wbrew początkowym nadziejom, wyjaśnianie nadużyć z lat 2005-2007 idzie niezwykle ślamazarnie. Dopiero niedawno zakończyła pracę Komisja śledcza do zbadania okoliczności tragicznej śmierci byłej posłanki Barbary Blidy, a także Komisja śledcza do zbadania sprawy zarzutu nielegalnego wywierania wpływu na funkcjonariuszy policji, służb specjalnych, prokuratorów i osoby pełniące funkcje w organach wymiaru sprawiedliwości. Wnioski z prac tej ostatniej, kierowanej przez Andrzeja Czumę, okazały się zresztą na tyle żenujące, że Tomasz Lis posunął się niedawno do nazwania Czumy „kosmitą”. Nie ma jednak wątpliwości, że spraw zasługujących na wyjaśnienie jest więcej.

Może to i dobrze, że nie wracamy tak namiętnie do (niedalekiej wszak) przeszłości i nie rozdrapujemy niedawnych skandali. Ale nie jest to do końca prawda. Takie przypadki jak ten piątkowy pokazują, że warto przyjrzeć się problemowi nadużywania prawa przez polityków, póki jest komu stawiać zarzuty. Zagmatwana sieć powiązań i układów, na pograniczu polityki, biznesu, świata przestępczego, niejasna dla większości obywateli, może z czasem zebrać dużo większe żniwo samobójców. Pożyjemy, zobaczymy. Mnie najbardziej dziwi, że grono najzagorzalszych zwolenników skrupulatnego wyjaśnienia sprawy śmierci Leppera otwiera Zbigniew Ziobro, który raczej największy interes upatrywać powinien w tuszowaniu swoich wybryków, aniżeli nawoływaniu do przejrzystości. Być może jednak liczy na reakcję otoczenia odwrotną do wykrzyczanych przez samego siebie słów.

„Inside Job” – ticked

After submitting my master’s thesis in the recent weeks, the amount of spare time did not magically multiplied (that is what I naively hoped for), but nevertheless I pulled myself together to catch-up for literature- and movie-related unforgivable ommissions. One of them was “Inside Job”, a movie watched and discussed even by my friends with non-financial backgrounds, which ultimately made me act. Much has already been said about Charles Ferguson’s documentary, but I feel like sharing my views as well.

First of all, no one can deny, the movie is unavoidably biased. The director has a clear hypothesis and manipulates the input he managed to collect in order to exert the influence he wants. The issue of validity of this hypothesis is vague. He points out deregulation and financial innovation as the major, continuous factors that spoilt the markets. As a matter of fact, I cannot agree with such an approach. Deregulation itself is good. The thing that worries is the deficit of ethics in business. Ferguson touches this topic very superficially, mainly with relation to prevailing conflict of interest among U.S. academics. This is important, but does not make up for a one-and-only root cause. Ferguson is silly blaming e.g. Ronald Reagan for initiating deregulation back in 1980s, since the one may be blamed only for the foreseeable consequences of his decisions. True, many decision-makers rejected the opportunity to appear in the movie, but it may not be used as a tacit argument against them. It seems that the scope of “Inside Job” is too wide and complex. It does not really explain the direct causations of the recent turbulence, but rather meanders throughout the past and ambiguous actions that might, but did not have to cause the effects they caused. Too much time is devoted to topics unrelated (directly) to the crisis, e.g. drug consumption or luxury prostitution settled by corporate credit cards. As such, Ferguson’s picture becomes an arbitrary public persecution and a somewhat populist medium to express rage aimed at world’s top economic figures and the Wall Street as a whole.

Few people, if any, are able to grasp the crisis mechanism from cover to cover. However, from my point of view, even if we assume that bankers are inherently greedy and will always lack proper ethics, the following sources brought most far-reaching consequences:

  • Rating agencies, assigning AAA to compound assets filled with junk instruments, have made market vulnerable to downturn by providing insidious profit opportunities; given lower rating, many institutions would not have been allowed to invest in such securities.
  • Politicians have assumed that a decent home is a commodity; quoting George W. Bush addressing subprime borrowers: You don’t have to have a lousy home. The low-income home buyer can have just as nice a house as anybody else; therefore, yes, the deficit of regulation is important here, but it regards retail credit, rather than derivatives traded by professionals.

Gdzie kapitalizm mówi dobranoc

Nie przestaje zadziwiać mnie stopień (nie)dopasowania różnych instytucji w Polsce do wyzwań i potrzeb wolnego rynku. Czego chyba wszyscy mamy świadomość, wiele jednostek państwowych w naszym kraju ma wciąż więcej wspólnego z systemem nakładczo-rozdzielczym niż kapitalistyczną wolną konkurencją. Od kilku dni doświadczam tegoż na własnej skórze, próbując zaszczepić się przeciwko durowi brzusznemu.

W Warszawie są zasadniczo dwa miejsca, w których można poddać się szczepieniom przeciw chorobom tropikalnym. To Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna i Szpital Zakaźny przy ul. Wolskiej. Obie mają bardzo „przyjazne” (trudno nie powiedzieć tego z przekąsem) godziny otwarcia. Punkt szczepień w sanepidzie jest czynny od 15:00 do 19:30 (przy czym wczoraj na przykład kolejka została zamknięta o 17:00 ze względu na rzesze chętnych), a punkt przy ul. Wolskiej od 10:00 do 14:00 – a i to bardzo być może, bo na stronach internetowych szpitala próżno szukać jakichkolwiek wskazówek. Rezerwacji terminów oczywiście nie ma, bo i po co. Lepiej, żeby petenci (bo nie powiem pacjenci) walczyli o miejsce w kolejce. Wolny czas nie jest przecież dobrem rzadkim – każdy ma go w nadmiarze i gotów jest zawsze poświęcić odrobinę na ołtarzu nieefektywności, pielęgnując pieczołowicie narodową cechę polskich instytucji publicznych – bylejakość. To już nie tyle arynkowe, co antyrynkowe. A wszystko po to by pracownicy sanepidu mogli później błyszczeć w mediach, wypowiadając się, jak wiele to mają pracy, jak odpowiedzialną rolę pełnią i jak odpowiedzialni są synowie polskiej ziemi, hordami przychodząc się do nich zaszczepić przed daleką podróżą.

Warszawa jest miastem dwumilionowym. Trzeba założyć, że część osób przychodzi do sanepidu po zwykłe, „nieegzotyczne” szczepionki. Przy maksymalnej przepustowości wynoszącej 35 osób dziennie (na miejscu jest jedna lekarka) i zakładając, że część osób zaszczepi się w szpitalu, można oszacować że w całej stolicy w ciągu wakacji – najbardziej newralgicznego okresu – zaszczepi się ok. 1500 osób. Żałosna liczba, biorąc pod uwagę zapotrzebowania – wakacyjne cele warszawiaków są przecież coraz bardziej finezyjne, a – jeszcze bardziej urealniając założenia – trzeba by do grona klientów doliczyć także osoby z innych okolicznych miast, bo najbliższy punkt ze szczepionkami tropikalnymi znajduje się pewnie w Radomiu albo w Siedlcach. Trudno o bardziej wyraziste niedopasowanie popytu i podaży. Petenci w sanepidzie przy Żelaznej nie mieszczą się na korytarzu, ale ci, którym udało się dostać do kolejki i odstać w niej jakieś dwie godziny, mogą być szczęśliwi – wielu jest bowiem odsyłanych z kwitkiem. Co ma zrobić ktoś, kto nie ma szczęścia kończyć pracy o 16:00. Podpowiadam: jeśli rynek jest efektywny, powinien „wypluć” instytucję kolejkowych „staczy”. Wymaganiem dla zaistnienia rynku efektywnego jest jednak doskonały dostęp do wiarygodnej informacji. I nie ukrywam, że ta notka służy temu, by o stanie rynku (dodajmy, monopolistycznego) tropikalnych szczepionek dowiedzieli się wszyscy.